Ładowanie...
Publikacje
Empatia

Empatia wobec odgrywanych ról

10 lipca 2016

Autor: Lucyna Wieczorek

 

Przypomnij sobie sytuację, w którą jesteś zaangażowana/y emocjonalnie. Może jest to, na przykład, sprawa obrony praw słabszych, może działasz w organizacji społecznej albo w służbach publicznych – jak straż pożarna, policja czy pogotowie. Zauważ jak zmieniają się Twoje emocje i argumenty w rozmowach ze światem. Jaką rolę najczęściej przyjmujesz? A może jest to nawet rola życiowa?

 

Ofiara, prześladowca i bohater to role z tak zwanego trójkąta dramatycznego opisane między innymi przez twórcę Analizy Transakcyjnej, Erica Berne’a. Ale na te psychologiczne role, nakładają się role społeczne – na przykład rola rodzica, który powinien zachowywać się jakoś, rola męża lub żony, którzy powinni to i tamto, rola przywódcy, błazna czy rola kozła ofiarnego i wiele innych. Jeśli często czujesz się osobą skrzywdzoną przez innych, wiatr stale wieje Ci w oczy, bo biedny zawsze ma pod górkę, to uważaj – może za bardzo identyfikujesz się z rolą ofiary czyli osoby, której potrzeby nie są zaspokojone z powodu kogoś. Osoby, która pozwala, aby o jej szczęściu decydowały bardziej działania innych niż jej własne.

Jeśli, czując się ofiarą obwiniasz o swoją pozycję inne osoby, automatycznie wchodzisz w rolę prześladowcy. Osoby, która mówi innym jak mają się zachowywać i co jest z nimi nie ok. Z roli prześladowcy – na przykład pod wpływem wyrzutów sumienia – możesz wejść w rolę wybawiciela czy bohatera. W tej roli chcesz uratować swoją lub czyjąś ofiarę przed przykrymi doświadczeniami. Stajesz się ważny, dobry i działasz.

Wchodząc w role, twardo się ich trzymając lub zamieniając je, jesteśmy trochę jak koń w kieracie. Nasz rozwój jest zablokowany. Dopiero wyjście z gry daje szansę na nową jakość w kontakcie ze sobą i bliskimi.
Kontakt z potrzebą, to drzwi wyjściowe z zaklętego kręgu automatycznie podejmowanych ról. Chwila empatii pozwala nam go opuścić. Zobaczyć z boku. Odróżnić role, od rzeczywistych potrzeb. Niedawno jedna z moich znajomych powiedziała: Mam dość, przestaję grać rolę dobrej matki. To zabija mnie i kontakt z moim dziećmi. Ciągle zastanawiam się, co powinnam zrobić? Co zrobiłaby dobra matka na moim miejscu? Czy nie szkodzę swoim dzieciom? Czy mogę zrobić coś lepiej? Chcę być sobą! Chcę być z dziećmi szczera, dzielić się swoimi uczuciami i słuchać ich uczuć, ich potrzeb. Nie przestaję być ich matką. Nadal troszczy się o dzieci, dba o ich bezpieczeństwo, bawi się z nimi i rozmawia. Jest ich matką, jest z nimi obecna, a nie gra roli matki, która powinna być zestawem cech i zachowań. Jeśli w jakimś obszarze życia zauważasz tendencję do bycia w roli, która Cię więzi możesz skorzystać z poniższej afirmacji.

Mogę wejść i wyjść.

1. Empatia wobec rodzica.

Może znasz taki lub podobny dialog wewnętrzny:
– Hej dziewczyno…, dość już Twoich łez.
– Tak, mam dość tych lęków i smutków. Rutyny, bezsilności, zmęczenia, niepokoju o przyszłość i dzieci. Na kogo wyrosną?

Może w głowie słyszysz Marię Peszek: „Załamanie nerwowe dzwoń po pogotowie, po pogotowie dzwoń”, – a tu nie ma kto zadzwonić. Tak, tak, poradzę sobie.

Jeśli jesteś samotną mamą lub tatą, w dialogu może pojawić się głos, który mówi: mam dość nie dzielonych z nikim radości, ząbków, śmiesznych słówek, pierwszego wierszyka, niespotykanych talentów, mam dość samotności. I to natrętne pytanie: czy ja dam radę? I ostatecznie odpowiedź: dam, muszę, bo dziecko. Dziecko jest najważniejsze.

 

Na jednym z warsztatów prowadzonych przez Kaya Runga ze Szwecji, usłyszałam, że w relacji z dzieckiem wybieram jedną z trzech postaw.
Pierwsza postawa: moje potrzeby są ważniejsze od potrzeb dziecka. Dzieci i ryby głosu nie mają. Ja tu rządzę. Taka postawa skutkuje u dziecka zaniżonym poczuciem własnej wartości. Świat mówi do niego: „potrzeby innych są ważniejsze od Twoich.”
Druga postawa: potrzeby dziecka są ważniejsze od moich. Wszystko dla dziecka. Ja już swoje przeżyłam liczy się tylko dziecko. Skutkiem takiego wychowania może być to, że dziecko skupione jest tylko na sobie. Życie przekonało je, że jego potrzeby są ważniejsze od potrzeb innych osób. Także od potrzeb mamy – dlatego za jakiś czas nie będzie umiało zrozumieć, że mama chce się zrelaksować albo czuje smutek.
Trzecia postawa: moje potrzeby są ważne i Twoje potrzeby są ważne. To, co ty czujesz jest bardzo ważne i tak samo ważne jest to, co ja czuję. Jak możemy zaplanować ten dzień, aby zadbać o najważniejsze potrzeby każdego z nas?

 

Twoje potrzeby i potrzeby dziecka są tak samo ważne choć w konkretnej chwili mogą być różne. Ono jest od Ciebie zależne, Ty od niego troche mniej ale nadal każde z Was jest równie ważną osobą. Jego potrzeba bezpieczeństwa, stabilności, kontaktu, przytulania, jedzenia, jasnych granic i poznawania świata i Twoja potrzeba snu, odpoczynku, relaksu, kontaktu z przyjaciółmi, wsparcia, inspiracji, zabawy, bezpieczeństwa – wszystkie są tak samo istotne. Co możesz zrobić, aby je objąć uwagą? Uwzględnić w podejmowanych działaniach?

 

2. Czy mogę wyrażać swoje uczucia przy dziecku?

Wielokrotnie uczestniczyłam w rozmowach rodziców i słyszałam ich dylematy, które znam także ze swojego doświadczenia. W kwestii wyrażania uczuć panuje dość częste pomieszanie. Przecież nie będę krzyczeć przy dziecku, bo ono tego nie rozumie, przestraszy się – mówi jedna osoba. Ale nie możesz udawać, że wszystko jest ok. kiedy nie jest, dzieci to czują – mówi inna.
W tym momencie chciałabym wrócić do dostrojenia. Inaczej jest kiedy mamy do czynienia z mamą czy tatą dziecka
rocznego, a inaczej, kiedy dziecko ma pięć albo dwanaście lat. Każde jest delikatną istotą i każde potrzebuje dostosowania komunikatu do swoich możliwości percepcji.

 

Mówienie do trzylatka „zrozum mamusię” jest prośbą mocno nierealistyczną i obciążająca dziecko. To, co dziecko potrzebuje wiedzieć, to jasna informacja o tym jaki wpływ na jego życie mają Twoje aktualne uczucia czy doświadczenia. Przekaż ją w sposób adekwatny do aktualnego etapu rozwoju dziecka – prostymi słowami, przy pomocy metafory lub porównania do bohatera ulubionej bajki. Czasem taką bajkę możesz sam/a stworzyć.

Możesz mówić o swoich smutkach i niepokojach, pamiętając, aby dodać czego teraz w związku z tym potrzebujesz, co
chcesz zrobić. Teraz jestem smutna bo myślałam, że uda mi się załatwić jedną ważną rzecz, tak jak mamusi Muminka, kiedy szła do miasta, ale nie udało mi się. Chcę teraz posłuchać muzyki i pobyć w swoim pokoju, a Ty pooglądaj bajeczki. Kiedy się skończy druga, przyjdź do mnie, to pójdziemy na spacer, dobrze? Taka rozmowa jest możliwa z trzy-czterolatkiem, który ma się dobrze, to znaczy ma zaspokojone najważniejsze potrzeby: jest najedzony, zdrowy i nie czekał na nas dziesięć godzin. Jeśli jednak czekał, dajmy dziecku trochę uważnego kontaktu, wtedy będzie wstanie nas usłyszeć.

Pomocna wskazówka: osoba w bólu – nie słyszy! Dziecko stęsknione, niespokojne, w złości – nie jest w stanie nas usłyszeć. Teraz potrzebuje empatii i choćby niewielkiego zadbania o najważniejszye potrzeby. To samo dotyczy zresztą dorosłej osoby.

 

Szczególnej uwagi wymagają wypowiedzi na temat nieobecnego rodzica. Dziecko potrzebuje ufać, że jest dla rodzica ważne, i na pewno koszmarem rozdzierającym serce są dla dziecka prośby o wybór jednego z rodziców, słuchanie o tym, jaki tata jest okropny, albo mama niedobra. Jeśli nie radzimy sobie ze swoimi emocjami dotyczącymi drugiego rodzica dziecka, i jednocześnie dobro dziecka jest dla nas istotne, zadbajmy o to, aby tego typu frustracji nie wylewać przy dziecku. Umówmy się z koleżanką, psychoterapeutką, idźmy na spotkanie grupy wsparcia, albo pobiegać. Wyrzucenie z siebie wiadra brudów – przez co rozumiem mieszaninę ocen, krytyki, złości, bólu i goryczy – na dziecko lub przy nim – nie jest sposobem na pomoc sobie ani rodzinie. Może na krótką chwile będzie nam lżej, ale ten ciężar teraz będzie niosło Twoje dziecko. Czy tego chcesz?

W przyrodzie nic nie ginie.

„Wyrzucenie z siebie” – tak. Przy dziecku – nie. Dziecku podajemy informację jak najbardziej prawdziwą, prostymi
słowami i w małej ilości. Na tyle małej, na ile wiąże się to z jego potrzebą jasności, orientacji w świecie i bezpieczeństwa – te informacje mają dawać dziecku oparcie. Na przykład:
„Jestem teraz zdenerwowana, bo trudno mi, kiedy się rozstajemy z Twoim tatą” zamiast „Mam dosyć tego Twojego
ojca, do niczego się nie nadaje” czy: „Tatuś już nas nie kocha, ma inną panią.”

Nim wypowiesz zdanie, poczuj czego chcesz? Jaką potrzebę ma zaspokoić? Czy chodzi o Twoją ulgę? Czy o troskę o dziecko? Jeśli potrzebujesz ulgi – co wydaje się bardzo naturalną potrzebą – jak możesz ją otrzymać, jednocześnie troszcząc się o dobro dziecka? Zadzwoń do koleżanki. Pisz pamiętnik. Idź potańczyć, albo ćwicz sztuki walki.

A kontynuując rozmowę z dzieckiem, możesz powiedzieć: „Wyobrażam sobie, że Tobie też jest trudno. Czy chcesz powiedzieć, jak Ty się teraz czujesz? Chcę żebyś wiedziała, że i ja i tata(mama) bardzo Cię kochamy. Mamy inne zdania, na temat tego, jak chcemy dalej żyć. I to jest trudne. Czasem kiedy idziesz do przedszkola chcesz założyć inną kurtkę, a ja chcę abyś założyła inną. Pamiętasz? Czasem tak jest, że mamy różne zdania. Wtedy czujemy złość, ale to uczucie mija i nadal się kochamy. Chcę żebyś wiedziała, że jeśli jestem zdenerwowana, to znaczy, że potrzebuję sobie trochę pobyć sama. I, że także wtedy bardzo Cię kocham. Kiedy kłócimy się z tatą, to znaczy, że trudno nam się zrozumieć. Ale Ty nadal jesteś dla nas bardzo ważna. Nawet jeśli będziemy mieszkać oddzielnie, nadal będziemy
Twoimi rodzicami.”

 

Duży ładunek emocji plus oceny bliskiej dziecku osoby są dla niego przytłaczające. Wierzę, że większość rodziców chce, aby ich dzieci były szczęśliwe. Oddziel swoje potrzeby od potrzeb dziecka, daj sobie dużo troski i wsparcia – a dziecku czas z prawdziwym kontaktem. Posłuchaj jego uczuć i trosk. Wyjaśniaj, pozwól mu przeżyć jego smutki czy złości. Dotrzymuj słowa – to da mu poczucie zaufania w zmieniającej się sytuacji. Obiecuj jak najmniej, aby mieć spokojną pewność, że zrobisz to, co zamierzasz.

Jeśli jesteś samotnym rodzicem, potrzebujesz dużo troski o siebie, aby móc się szczerze uśmiechać do dzieci i z radością troszczyć o nie. Dzięki temu nauczysz dzieci jak łagodnie traktować zarówno siebie jak i inne osoby. Nauczysz przez doświadczenie, praktycznie.

 

3. Empatia wobec siebie, kiedy dziecko nie chce iść spać.

 

Pierwszy raz ucieszyłam się z praktykowania empatii w życiu codziennym, kiedy – zamiast kłócić się z dzieckiem jak co dzień, żeby poszło spać, bo już czas, bo już dziewiąta, bo się nie wyśpi – zadałam sobie pytanie: ale o co mi chodzi? Dlaczego tak bardzo mi na tym spaniu zależy?

Zostawiłam na chwilę wszystko, co myślę o roli matki i zatrzymałam się na znanym pytaniu: czego potrzebuję ja, tu i teraz, wieczorem, po dniu pracy, emocji, wrażeń? Tym pytaniem zastąpiłam natrętne myśli, typu: dziecko powinno iść spać, albo ja chcę, żeby Ona zrobiła co innego, niż robi lub była kim innym. niż jest. Zobaczyłam, poczułam i usłyszałam różnice wynikającą z tej zmiany perspektywy – kiedy zamiast tracić energię na zmuszanie osoby do zrobienia czegoś, czego Ona nie chce, wzięłam oddech i zadałam sobie pytanie o to czego ja, tak naprawdę, chcę? Co jest sednem mojej motywacji? To może być pragnienie najbardziej oczywiste o tej porze dnia – aby odpocząć, albo mieć chwilę dla siebie, spokój lub czas na kontakt z partnerem.

 

Może to być też pragnienie upewnienia się, że jestem ok. jako matka, że jestem naprawdę dobrą matką, która radzi sobie z wychowaniem dziecka. Ale czy miarą tego radzenia sobie jest posłuszeństwo? Czy jest coś, co może we mnie to zaufanie do siebie, to poczucie, że jestem ok. wspierać, wzmacniać i czynić mnie spokojną od środka – niezależnie od tego, czy inne osoby szybko spełniają moje prośby, czy też nie robią tego? Dodajmy, że nie robią, z powodu – prawdopodobnie – istotnych dla siebie powodów? To oczywiście kolejny bardzo istotny wątek – kto mną „nawiguje”? Kto ma wpływ na to, jak się czuję i co mogę zrobić, abym to była ja?

Kiedy pierwszy raz poczułam ulgę wieczorową porą, kiedy zamiast znanej, pingpongowej wymiany zdań i napięcia w tak bliskiej relacji, jak z córeczką, uświadomiłam sobie, że potrzebuję świętego spokoju i z tego miejsca rozpoczęłam dialog, wyglądał tak:
– Jestem po całym dniu padnięta, chcę całkowitej ciszy i odpoczynku, chcę być sama w pokoju od ósmej.
– A mogę w moim pokoiku pooglądać po cichutku książeczkę? – spytała córka.
– Jasne – odpowiedziałam, a Ona poszła.

Wtedy zadałam sobie pytanie: czy już po wszystkim? Tak prosto? Poczułam błogi przepływ. Stan lekkiego porozumienia, bliskości. Tamta chwila przypomina mi, że zawsze mam wybór tego, jak zareaguję: że mogę zareagować tak, aby uszanować każdą osobę i jednocześnie być blisko swoich potrzeb.

 

4. Empatia wobec Pana Prezesa i Pani Prezes.

 

Jeśli jesteś liderką/rem zespołu, klasy szkolnej albo zarządzasz rodziną, to pewnie nieraz czujesz zmęczenie, masz poczucie braku zrozumienia i doceniania tego co robisz, albo samotności w niesieniu odpowiedzialności. Z drugiej strony możesz czuć wewnętrzną presję, aby jak najlepiej „wyrobić się” w swojej roli. Aby być dobrą szefową/szefem, dobrym rodzicem, dobrą nauczycielką/lem. Do tego ciąży na Tobie odpowiedzialność prawna. Czujesz napięcie, ale trudno Ci dać sobie tyle czasu, ile potrzebujesz, aby w pełni się rozluźnić i pozwolić sobie poczuć to, czego naprawdę w tej chwili doświadczasz.

Na czym Ci najbardziej zależy? Jakie Istotne potrzeby masz zaspokojone dzięki byciu na szczycie? A jakie potrzeby odłożyłaś/łeś w kąt? Za czym nawet nie śmiesz tęsknić? Co by było, gdybyś pozwoliła/
pozwolił sobie poczuć czego pragniesz? Co w tej roli jest największym ciężarem? Odpowiedzialność? Samotność w jej niesieniu? A może samotność codzienna – bo jest mało osób, które mogą zrozumieć specyfikę Twoich doświadczeń? Lęk przed porażką? Brak spokojnego czasu dla bliskich? Brak zaufania? Co jest największą przyjemnością? Poczucie wpływu na rzeczywistość? Możliwość kreowania nowych rozwiązań? Duża autonomia? Prestiż społeczny i bycie najważniejszą osobą w zespole, w danej grupie osób? Profity finansowe?

 

Czy istnieje sposób, aby mieć zaspokojone zarówno potrzeby, które stanowisko zaspokaja, jak i te, których nie zaspokaja? Nie odpowiadaj od razu, otwórz swój umysł na kreatywne rozwiązania i bądź szczera/ry w określaniu potrzeb. Prezes też człowiek. Pozwól sobie pozostać sobą, niezależnie od ról, które pełnisz.

 

5. Empatia wobec tęsknoty za mężczyzną, który wymyka się roli.

 

Dzisiaj rano poczułam po raz pierwszy pełną wdzięczność wobec „miękkich” mężczyzn w moim życiu. Ten mężczyzna, o którym myślę, popełnia błędy. Czasem się na nich uczy. Mówi o, co czuje i wie co czuje a jego słownik uczuć jest większy niż statystycznego Polaka, który na pytanie „jak się czujesz” odpowiada „zajebiście”, albo „ch…wo”. Odróżnia myśli od uczuć i rozróżnia uczucia pomiędzy sobą. Nie przejmuje się opinią innych na swój temat. Robi swoje, po swojemu. Niczego nie udaje. Nie ma maski. Kiedyś wydawał mi się nie całkiem poważny. Dziwny.

Co to za facet? Nie przejmuje się rolą mężczyzny, którą przygotowało dla niego społeczeństwo.

A społeczeństwo tego nie lubi. „Społeczeństwo” nie ma odwagi wyjść ze swojej roli, chodzi grzecznie w swoim kieraciku i nie może spokojnie patrzeć na osobę, chodzącą tam, gdzie chce. Więc ją wyśmiewa, poniża i robi co może, aby pożałowała swojego wyboru.
Aby nie ucieszyła się wolnością, aby wróciła na znane tory i przyznała, że to świetny wybór. Śmieją się kobiety i śmieją się mężczyźni. Co to za facet, który nie przejmuje się pieniędzmi, nie kupuje mieszkania na kredyt, otwarcie mówi o swoich niepowodzeniach, czasem z nich żartuje, prosi o pomoc. Sam chętnie dzieli się tym, co ma i nie ma nic do ukrycia. Pogodzony ze sobą, więc trudno go emocjonalnie szantażować.

 

Długi czas miałam na jego temat etykietkę: „fajny, ale trochę za miękki jak na faceta.” No i właśnie dzisiaj poczułam, że jestem od niej wolna. Poczułam, jak mi z nim dobrze. Błogo. Spokojnie. Jestem rozluźniona. Zwolniona z wszelkiego przymusu bycia kimkolwiek, z odgrywania jakiejkolwiek roli. Możemy spokojnie o wszystkim rozmawiać, działać lub zwyczajnie być. Zostawia mi przestrzeń do bycia sobą, taką, jaka jestem. Nie muszę o tą przestrzeń walczyć, udowadniać, że mi też się od życia coś należy, że mam takie sama prawa wyborcze, bo płacę podatki, że mój głos coś znaczy, że moje uczucia też chyba są ważne. Co za ulga. Jak bardzo byłam zmęczona bliższym kontaktem z tradycyjnymi mężczyznami – tym dobijaniem się o zrozumienie, które zawsze było tylko cząstkowe. Tą wyszarpywaną niby równością, tymi uśmiechami, które miały uśpić jego czujność i zwiększyć szansę na dostanie tego, czego chcę, bo poprzez zwykłe wyrażenie prośby było to niemożliwe. Tym odsuwaniem od świadomości upokorzenia, samotności i bólu wynikającego z braku kontaktu, z braku zrozumienia i zwykłej ludzkiej więzi, za którą tęsknię w każdej relacji. Sorry maczo, sorry maczo, sorry maczo, wybacz mi…

Delikatność, mądrość, wrażliwość, brak odpowiedzi, niepewność i moc – każdy aspekt mężczyzny chcę usłyszeć, na tych samych zasadach.

Nie musisz się tłumaczyć ani zmieniać. Pozwól sobie usłyszeć wewnętrzny głos, pozwól mu wyrazić to, co wyraża. Usłysz jego uczucia. Co naprawdę czuję? Za czym tęskni? Czego się obawia? Tak, może się obawiać i to jest normalne ludzkie uczucie. Na co ma ochotę? Czego potrzebuje, aby tę ochotę zrealizować, wprowadzić w życie? Po prostu słuchaj. Nie pospieszaj, nie naciskaj. Otwórz się na słuchanie. Nie usłyszysz niczego, co nie jest Tobą. Przyjmij, przytul, obejmij siebie całego. Od najdelikatniejszej do najsilniejszej części siebie.
Pozwól sobie przyjąć swoją moc i delikatność, miękkość i twardość. Bądź swoim przyjacielem, a nie sędzią.

 

Jakiś czas temu byłam na weselu u znajomych. Poprosił mnie do tańca wujek pana młodego, który uznał, że to dobra okazja do empatycznej wymiany. Usłyszałam więc, że bardzo się martwi o swojego syna, który nie ma matury, co grozi tym, że nigdy się nie ożeni. Ojcu było smutno i był zawstydzony, chciał czuć się tak, jak inni ojcowie w jego rodzinie. Chciał być dumny ze swojego syna, wyprawić mu wesele, mieć wnuki. Chciał żeby jego życie było podobne do życia jego krewnych. Będąc w rozterkach odnośnie swojej roli, jednocześnie czuł niepokój o los syna. Wyobrażał sobie, że syn bez matury będzie samotny, nieszczęśliwy, wyśmiany przez wszystkich.

Ta sytuacja przypomniała mi bohatera Śniadania na Plutonie – mężczyznę, który od dziecka przebierał się w kobiece ubrania, nie chciał walczyć w wojnie katolicko-protestanckiej w Irlandii i Anglii, gdzie toczy się akcja filmu. Przyjaźni się z dziewczyną, której chłopak, nie wiedząc dlaczego, odpychając od siebie ludzkie uczucia, strzela nocą do sąsiadów, bo na tym polega zemsta, bo tak powiedział kolega z tajnej organizacji. Prawie jak prawdziwy mężczyzna. A kiedy przyjaciółka zachodzi w ciąże i zostaje sama, bo chłopaka zabija dotychczasowy towarzysz broni, wtedy z przyjazną, akceptującą obecnością, pojawia się ten dziwny facet, przebrany za kobietę. Wspiera, wychodzi na spacery, rozmawia, przytula, gotuje kaszki, jest.

 

Jakie potrzeby zaspokajasz w swoich przyjaźniach? Czy jesteś wolny/na od stereotypowych ocen? Czy możesz sobie pozwolić na widzenie ludzi i zdarzeń takimi, jakie są, czy możesz zdjąć okulary przekonań, nawyków, kultury i po prostu być?

 

5 kroków do większej wolności od stereotypów, masek i pełnionych ról

1. Pozwól sobie na szczerość wobec siebie.
2. Co z tego, co robisz na codzień, robisz z uważnością i dlatego, że naprawdę widzisz w tym wartość, sens?
3. Co z rzeczy, które robisz na codzień, robisz dla świętego spokoju, bo tak wypada, bo nie chce Ci się nad tym zastanawiać?
4. Jakie potrzeby zaspokajasz działaniami opisanymi w punkcie 3?
5. Znajdź inne sposoby na zadbanie o te potrzeby. Sposoby takie, które będą zgodne z Twoim aktualnym systemem wartości i adekwatne do Twojej sytuacji życiowej tu i teraz.

Na przykład: pucujesz dziecko co chwilę, aby było czyste, zdrowe, miłe w dotyku, aby nikt nie powiedział złego słowa na Twój temat. Jesteś tym zmęczona, a dziecko dość napięte, nerwowe, niespokojne.

O jakie potrzeby w ten sposób dbaszsz? Czy chodzi o troskę o dziecko czy bardziej o zaufanie, że jesteś dobrą matką, jaką zawsze chciałaś być, być może lepszą niż sama miałaś? Jeśli chodzi właśnie o rolę matki – czy możesz poszukać innych sposobów na zwiększenie zaufania do siebie? Może rozmowy z innymi mamami, może rozmowa z psychologiem? A dziecku pozwól być dzieckiem, niedokładnym, czasem brudnym, czasem smutnym, żywym.

W ten sposób prawdopodobnie szybciej osiągniesz to, na czym Ci w głębi zależy – dobry stan swojego dziecka.

 

Tekst pochodzi z książki „Nie mów przepraszam, nie mów kocham” Lucyny Wieczorek.

separator

Możliwość komentowania jest wyłączona.