Ładowanie...
Publikacje
Empatia

Empatia wobec silnych emocji cz.1

28 marca 2016

Autor: Lucyna Wieczorek

Czy zdarza Ci się czuć silne emocje i nie wiedzieć jaki jest ich sens? Czy zdarza Ci się być w sytuacjach kiedy nie wiesz czy wyrażać emocje, być szczerym i spontanicznym, czy raczej panować nad sobą i nic nie mówić?

W przestrzeni publicznej słyszę komunikaty, które mnie niepokoją, pełne ocen i silnego ładunku emocji. Media piszą o mowie nienawiści, którą należy odróżnić od prawa do swobody wypowiedzi. Wszędzie dookoła słyszę, że dobrze, abym była miła; mało tego: sama też lubię współpracować i współżyć z miłymi osobami. Jednak pod warunkiem, że to miłe bycie jest ich naturalnym wyrazem, a nie postawą, dzięki której mogą więcej osiągnąć lub po prostu innej nie znają.

Za każdym razem, kiedy piszę o pewnym przyzwyczajeniu do dobrego wychowaniu i polemizuję z nim, tak i tym razem, chcę podkreślić, że bycie miłym samo w sobie jest… miłe. Bywa też nijakie. Nieokreślone. I nie chodzi mi o to, aby w procesie rozwoju zachęcać do bycia nieokrzesanym czy wulgarnym. Chodzi mi o to, aby

wyzwolić się ze stereotypów, słów i gestów, które powtarzane bez związku z tym co naprawdę czujemy nic nie wnoszą do relacji,

albo wnoszą pustkę, bolesną czasem powierzchowność. Tak więc proponuję bycie trochę bardziej autentycznym zamiast miłym i sztucznym. No chyba, że ktoś jest autentycznie przemiły, ale też jest to stan, który raczej będzie przychodził i odchodził, bo żywa osoba doświadcza różnych uczuć. Cechą życia jest ruch, a cechą żywych relacji to, że przyjmują różne uczucia. Może warto oswoić świat uczuć i emocji?

 

1. Koń i jeździec

Lubię metaforę o koniu i jeźdźcu, jako symbolach relacji naszego świadomego umysłu i aspektu emocjonalnego. Jeździec i koń mogą ze sobą współpracować na różne sposoby. Jeden, dość popularny, polega na tym, że jeździec sprawuje pełną kontrolę nad koniem. Trzyma mocno lejce i kieruje każdym krokiem zwierzęcia.

Jest to sytuacja do pewnego stopnia bezpieczna dla jeźdźca, ale – jak wiemy – koń jest bardzo wrażliwy, czuły na wszystkie sygnały płynące od niego. Wyobraźmy sobie długą podróż w opisanym stylu. W pewnym momencie jeździec straci część kontroli, zrobi się senny, zmęczony, albo coś go zaskoczy. Uciskany koń prawdopodobnie wykorzysta ten moment, aby się wyrwać z niewoli i poniesie jeźdźca tam gdzie chce.

 

Druga opcja jest taka, że jeździec poddaje się sile konia. Koń kieruje podróżą, idzie tam gdzie chce i w jakim chce tempie. Jeździec dba tylko o to, aby nie spaść, co może się i tak zdarzyć. Czasem jeździec ma refleksję, że znajduje się nie w tym miejscu, w którym chciał. Świadomie chciał iść w jakies konkretne miejsce, a znalazł się gdzie indziej.

Trzecia opcja to współpraca polegająca na wzajemnym braniu się pod uwagę. Jeździec zwraca baczną uwagę na możliwości konia i dostraja się do nich. Koń ufa jeźdźcowi. Stają się jednym organizmem. Współgrają, dzięki czemu tworzą dużą siłę i pokonują nawet wielkie przeszkody. Do tych trzech opcji możemy dodać całą gamę sytuacji pośrednich, zależnych od życiowych kontekstów.

 

Mówiąc w dużym uproszczeniu: w rozwoju dążymy do sytuacji kontaktu, dialogu konia z jeźdźcem, wzajemnej współpracy, docenienia, zauważenia. Przepływu informacji. Mówiąc w skrócie: rozmawiaj ze swoim koniem. To jest cel, kierunek.

 

2. Poniosło mnie

Każdy z nas ma w sobie impulsywną, emocjonalną część, która może się „wymknąć z pod kontroli”. To wymykanie grozi osobom, które na co dzień zaprzeczają temu, że przeżywają uczucia i mają potrzeby – trzymają je pod pokrywką, a tam – jak w garnku z zupą – ciśnienie rośnie, aż do wybuchu. Jednak na rynku jest dużo pokrywek z dziurką, przez którą para systematycznie uchodzi, dzięki czemu nie ma niebezpieczeństwa, że kiedy podniesiemy ją do góry, oparzy nas gorący słup nagromadzonej pary.

Z drugiej strony, są osoby, które mają zbyt małe „pokrywki”, i trudno im zapobiec wyparowywaniu tego, co wewnątrz. Nawet jeśli jest to zupa rybna, wszyscy dookoła muszą ten zapach znosić. Na dłuższą metę nie służy to nikomu. Podobnie jak sytuacja, w której koń prowadzi jeźdźca gdzie sam chce. W praktyce może się to objawiać tendencją do uzależnień – nie potrafimy opanować impulsu emocji i dajemy mu się ponieść, czasem tak daleko, że szkodzi to życiu naszemu i naszych bliskich.

 

To są te sytuacje, w których uzasadnione jest powiedzenie „weź się w garść”, co oznacza: zaopiekuj się swoimi emocjami, pokieruj swoim koniem, nie pozwól aby koń kierował Twoim życiem. Niestety takie powiedzenie nie będzie skuteczne, bo gdyby takie działanie było mozliwe, osoba już by to zrobiła. Jeśli odnajdujemy w sobie tendencję do tego, aby emocje nas „ponosiły”, to idąc tropem metafory warto wzmocnić jeźdźca – świadomą, poznawczą część nas, która obejmuje aspekt emocjonalny. Można powiedzieć, że dorosła część nas bierze na kolana, obejmuje, część emocjonalną.

Pytania jakie warto sobie zadać w takiej sytuacji to: czego potrzebuje jeździec, aby porozumieć się ze swoim koniem? Co pomogłoby koniowi, współpracować z jeźdźcem? Wspierające powinno być upraszczanie dialogu wewnętrznego do faktów, uczuć i potrzeb oraz próśb, związanych z tym, co dzieje się tu i teraz. Trzymanie tych granic szanuje zarówno potrzeby konia jak i jeźdźca.Jeśli jednak sytuacja „ponoszenia” jest częsta i utrudnia nam życie – w tym, bycie w satysfakcjonujących związkach – wówczas polecam pomoc profesjonalną jaką jest psychoterapia. Jeśli „ponoszenie” dotyczy złości i powoduje cierpienie dzieci uważam, że skorzystanie z profesjonalnej pomocy – na przykład „Niebieska Linii”, poradni psychologiczno-pedagogicznej, grupy DDA – jest niezbędne i proszę, zrób to w trosce o swoje potrzeby.

 

Kiedy ponosi Cię złość to jest informacja, że jakaś Twoja ważna potrzeba jest niezaspokojona. Zaopiekuj się nią.

 

3. Pokerowa twarz

Jeśli masz tendencje do nie odczuwania emocji, nie okazywania ich światu, odsuwania ich daleko od świadomości, możesz obawiać się, że kiedy sobie na nie pozwolisz to Cię zaleją, albo zabiorą ci siłę. Osłabią, pozbawią kontroli. Możesz bać się, że będzie Cię łatwo zranić. Możesz czuć wstyd, bo to takie „niemęskie”, takie odsłaniające słabości. Możesz też nie lubić dyskomfortu związanego z odczuwaniem smutku, żalu, tęsknoty, czy złości.

Te obawy wynikają prawdopodobnie z naszych przeszłych doświadczeń. Każde nasze obecne zachowanie ma swoje istotne uzasadnienie – z jakiegoś ważnego powodu je wytworzyliśmy – dlatego warto uszanować ten powód i sprawdzić czy dane zachowanie nadal jest nam potrzebne, czy nadal służy naszemu życiu. Umiejętność radzenia sobie z emocjami w taki sposób, aby nad nimi panować jest bardzo istotnym zasobem. Przydatnym w różnych życiowych sytuacjach, kiedy nas coś zaskoczy, kiedy mamy stłuczkę samochodową, kiedy widzimy pożar, kiedy ktoś nas ekstremalnie złości, a chcemy zachować się bez agresji. Dlatego warto ten zasób mieć i świadomie z niego korzystać.

 

Z drugiej strony: jeśli długo, nawykowo, nie dopuszczany do siebie – czyli do swojej świadomości – uczuć, nie okazujemy ich, wówczas tak jak w metaforze, możemy utracić kontakt z istotną częścią nas samych – tą witalną, pełną życia i energii. Możemy nie w pełni doświadczać naszego życiowego potencjału z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że tracimy część energii na kontrolę uczuć, a po drugie dlatego, że nie czerpiemy z informacji, które uczucia nam przekazują. Dlatego warto pozwalać sobie na doświadczanie uczuć i jednocześnie mieć wybór kiedy i w jaki sposób ujawniamy je światu.

Jeśli odnajdujesz w tym opisie swoje zachowania i chcesz coś zmienić, moim zdaniem dobrze się sprawdzi strategia małych kroków. Polega ona na tym, że w sytuacjach kiedy czujesz się bezpiecznie, jesteś wśród ludzi, którym ufasz, decydujesz się na jakiś rodzaj nowej reakcji włączającej uczucia. Na początku może to być tylko świadomość uczuć. Tylko Ty wiesz, co czujesz i pozwalasz sobie być z tym stanem tak długo, jak długo czujesz komfort. Po pewnym czasie możesz zdecydować, że chcesz się z kimś podzielić tym, co czujesz, albo, że chcesz swoje uczucia brać pod uwagę, podejmując decyzje o codziennych działaniach.

 

Odzyskanie swobodnego kontaktu z uczuciami – tak jak opisuje to trzecia interpretacja metafory – wiele osób odczuwa jako powrót do domu, głębokie doświadczenie wewnętrznej spójności i szczerości. Bycie autentycznym, zamiast kreowania się na osobą ze swoich i społecznych wyobrażeń. Możesz odczuć dużą ulgę.

 

4. Empatia wobec agresji

Czy zdarzyło Ci się, że złość poniosła Cię, tak, że nakrzyczałaś na kogoś, a potem czułaś się głupio? Albo odwrotnie, to na Ciebie ktoś wrzeszczał, a Ty czułaś przerażenie?

Jedna z definicji agresji brzmi: zachowanie ukierunkowane na zewnątrz lub do wewnątrz, mające na celu spowodowanie szkody. Inna mówi, że jest to popęd, a nie zachowanie. Wraz z upływem czasu kumuluje się w człowieku napięcie, które domaga się rozładowania, a to jak ono będzie wyglądało, zależy od dojrzałości mechanizmów przekładających impuls na zachowanie. Są także badacze, według których przyczyną zachowań agresywnych są nieprzyjemne stany, na przykład lęk, ból, nuda, gniew, których człowiek doświadcza w reakcji na różne, zewnętrzne czynniki.

 

Niezależnie od tego jak nazwali to naukowcy, ja i moje stany emocjonalne nadal potrzebujemy się ze sobą ułożyć, dogadać, połączyć. Być może tej silnej energii świadomie doświadczasz jako złości, albo gniewu, albo irytacji. Być może te emocje łączą się w jeden stan? W moim doświadczeniu najczęściej pojawia się uczucie złości. Złość, podobne jak inne uczucia, jest rodzajem informacji. Możesz na jej podstawie przypuszczać, że:

  • w tej chwili nie masz kontaktu z innymi ważnymi uczuciami.;
  • masz niezaspokojone ważne potrzeby;
  • masz w sobie krytyczne, oceniające myśli, na temat siebie lub innych osób.

Jeśli złość odczuwasz jako dyskomfort, możesz mieć tendencję, aby szukać na zewnątrz przyczyn tego stanu rzeczy – po to, aby się tego przykrego stanu jak najszybciej pozbyć. Ponieważ złość informuje przynajmniej o trzech ważnych sprawach, możesz zatroszczyć się o każdą z nich, zaczynając od którejkolwiek.

 

Decydując się na opcję pierwszą, dotyczącą nawiązania kontaktu z innymi uczuciami, potrzebujesz dać sobie czas tylko dla siebie. Spacer, medytacja, spokojny, świadomy oddech, rozmowa z przyjacielem, pisanie w pamiętniku. Pozwól sobie, spokojnie oddychając, doświadczyć zarówno złości, jak i wszystkich innych stanów o których informuje Cię ciało. Tylko obserwuj, nie oceniaj.

Kiedy pojawią się inne uczucia pozwól im zaistnieć i pozwól sobie usłyszeć o jakiej ważnej potrzebie Cię informują.

Jeśli rozważasz punkt drugi weź pod uwagę, że .uczucia są informacją o tym, czy nasze potrzeby są czy nie są zaspokojone. Czasem, dopiero doświadczając uczuć, uświadamiamy sobie, że jakaś wartość jest dla nas naprawdę istotna. Dlatego zachęcam do zadania sobie tego pytania i wsłuchania w odpowiedź. Jeśli oprócz złości czuję niepokój, to czego w tej chwili najbardziej potrzebuję? Co jest dla mnie ważne? Może poczucie bezpieczeństwa, albo zaufanie do bliskiej osoby?

 

Ciekawym doświadczeniem było dla mnie ćwiczenie polegające na dawaniu sobie empatii prowadzącej wprost do potrzeb – czyli od razu zajęcie się punktem dwa. W Porozumieniu bez przemocy jest podpowiedź jak to robić. Poprzez uzupełnienie konkretnego typu zdania: „Czuję złość, jestem teraz bardzo zezłoszczona, bo bardzo zależy mi na… albo… bo bardzo potrzebuję….” W miejsce trzech kropek wstawiasz swoją potrzebę. To bardzo mocna formuła – od razu transformująca złość na potrzeby. Niektórzy jej nie lubią, bo szybko zmienia stan złości, a czasem nie od razu chcemy zmiany. Chcemy naszą złość w pełni wyrazić. Czasem, niestety, jest to nawyk – nasz układ nerwowy przyzwyczaja się do przeżywania określonych stanów i jakby ich szukał. Jednak póki się złoszczę, nie mam wpływu na zaspokojenie swojej potrzeby, o której złość mnie informuje, ponieważ wtedy zwykle moja uwaga jest skupiona na tym, że to inne osoby powinny coś zmienić.

 

Trzecia rzecz, o której informuje mnie moja złość, to fakt, że właśnie oceniam lub krytykuję inne osoby i nie zgadzam się na rzeczywistość – taka, jaka ona jest. I w tym niezgadzaniu nie chodzi o to, że mamy biernie przyglądać się cierpieniu innych czy własnemu. Chodzi o to, że nie zgadzamy się na to, że inni ludzie mają inna percepcję, inną wrażliwość, inne wartości.  A jednak mają, tak samo jak z ich perspektywy moje wartości są inne. Z tym stanem wiąże się mylne, zwykle automatyczne założenie, że ta inność i moje jej zaakceptowanie, bezpośrednio zagraża zaspokojeniu moich potrzeb. Podczas, gdy w praktyce zwykle jest dokładnie odwrotnie.

Kiedy pozwolę sobie przyjąć otaczający mnie świat takim, jakim jest, zyskuję jasną percepcję rzeczywistości,

niezasłoniętą silnymi emocjami i z takim stanem umysłu mogę zadać sobie pytanie: czego ja potrzebuję, na czym mi zależy? Jak tą ważną wartość mogę zrealizować wśród ludzi takich jakimi są? Od czego zacząć tu i teraz? A więc nie rezygnuję z realizacji swoich wartości, przeciwnie, otwieram się na wszystkie możliwe sposoby tej realizacji. Jedyne z czego rezygnuje, to z przywiązania do swojej myśli, że ktoś powinien być inny, żebym ja była bardziej szczęśliwa. Tymczasem ta osoba może pozostać sobą, a ja i Ty możemy być szczęśliwi, bo to jest w naszych sercach i umysłach.

 

Znam wiele osób, które czują się nieszczęśliwe, bo ich mąż, żona lub dziecko robią coś nie tak. Czasem bardzo dużo nie tak. Są stale poirytowane, a czasem zrezygnowane. Ich ważne potrzeby są niezaspokojone, jednak nie dlatego, że nie ma na to zasobów na świecie, ale dlatego, że te osoby myślą, że ich dobry stan zależy od tego, czy zmienią się ich bliscy, a nie od ich własnego myślenia i działania.

 

Część druga artykułu.

 

Tekst pochodzi z książki „Nie mów przepraszam, nie mów kocham” Lucyny Wieczorek. 

separator

Możliwość komentowania jest wyłączona.