Ładowanie...
Publikacje
Empatia

Empatia wobec silnych emocji cz.2

1 kwietnia 2016

Autor: Lucyna Wieczorek


Przeczytaj pierwszą część artykułu

 

5. Empatia wobec lęku

Moja długoletnia, superwizorka, Helena Keller, widząc lub słysząc osoby mówiące o lęku, prosiła: „to opowiedz czym się straszysz.” Czasem, myślę, że gdyby tylko osoby, które znam, były tak kreatywne w innych dziedzinach życia jak w tworzeniu możliwych scenariuszy złych wydarzeń, nasz świat byłby wielkim dziełem sztuki.

Jedna z definicji lęku mówi, że jest to stan emocjonalny, związany z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa, objawiający się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania, zagrożenia. Jest wiele rodzajów lęku, ale tylko jeden jest adekwatną odpowiedzią na rzeczywistość, czyli na realne zagrożenie. To lęk realistyczny, którego poziom wzrasta wraz z poziomem realnego zagrożenia.

 

W odróżnieniu od lęku, strach, jest naturalnym, nie tylko dla człowieka, stanem silnego emocjonalnego napięcia, który pojawia się w sytuacjach realnego zagrożenia. Z tym stanem związany jest szereg objawów fizjologicznych, które mają na celu mobilizację organizmu do działania – poprzez walkę lub ucieczkę. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że lęk informuje nas o zagrożeniach wewnętrznych, a strach zewnętrznych. O jakich potrzebach informuje mnie strach? O podstawowych, związanych z przeżyciem: boję się, chcę chronić swoje życie lub życie innych. Uciekam lub walczę. Tę decyzję podejmuję instynktownie. A o czym informuje mnie lęk? Jeśli chcesz to sprawdzić, daj sobie chwilę i pobądź z tym zdaniem, a następnie je dokończ „boję się, bo potrzebuję…”

 

Kilkanaście lat temu wyjechałam sama za granicę. Nie miałam prawa do pracy, nie znałam języka i nie miałam pieniędzy, poza kwotą na bilet powrotny i może na kanapkę raz dziennie. Intensywnie poszukiwałam pracy i mieszkania. W końcu znalazłam super tani pokój, dzielony z dwiema osobami, dzięki czemu miałam gdzie spać przez cały tydzień i spokojny czas na szukanie pracy. Jednak pod koniec tygodnia okazało się, że zaszła „pomyłka” i muszę zapłacić dwa razy więcej, niż się spodziewałam. Nie miałam tych pieniędzy, co zaowocowało awanturą i groźbami pod moim adresem. Przestraszyłam się i więcej tam nie wróciłam. Jednak pozostał we mnie lęk, że spotkam te osoby w mieście.

Ponieważ nie miałam tam nikogo bliskiego, musiałam sobie radzić własnymi zasobami. Zadawałam sobie pytania o to, czego potrzebuję,? gdzie jest mój spokój, moja siła? I po jakimś czasie poczułam straszną złość. W tej złości była moja niezgoda na całą tą sytuację, niezgoda na złamanie umowy, i niezgoda na szantaż i groźby. To był silny impuls agresji uruchomiony w odpowiedzi na zagrożenie. Jednak uciekłam, choć nie w panice – autobusem. Oczywiście była to skuteczna strategia, bo nie miałam szans w żadnego rodzaju walce z kilkoma osobami. Jednak moja energia nie została strawiona w działaniu, nie doświadczyłam swojej siły i mocy chronienia siebie.

 

Przypuszczam, że dlatego nadal czułam lęk, bo nie ufałam, że sobie z podobną sytuacją poradzę gdyby się powtórzyła. Wyobrażałam sobie nasze przypadkowe spotkanie i to, co bym wtedy powiedziała. Wtedy poczułam jak narasta we mnie wściekłość. Zobaczyłam jak krzyczę i wygarniam wszystkie swoje żale wprost. To powiedzenie – choć tylko w wyobraźni – jak sprawa wygląda z mojej strony, co ja czuję, spowodowało zmianę moich uczuć.

Poczułam więcej spokoju, a poziom lęku znacznie się zmniejszył.

Bałam się i czułam niepokój ponieważ potrzebowałam więcej zaufania do swojej siły, do mocy wpływu na swoje życie, zaufania, że sobie poradzę nie tylko z tym co jest na zewnątrz, bo to zagrożenie szybko zniknęło, ale przede wszystkim z własnym lękiem. To „poradzenie sobie z lekiem” wygląda tak, jak wzięcie na kolana przestraszonego dziecka. Ono bardzo się boi, cały jego organizm jest pochłonięty reakcją lękową, ale jest też dorosły, przyjazny aspekt Ciebie, który mówi do dziecka: teraz się boisz, to naturalne uczucie, ja się nie boją, teraz jest ok., jesteś bezpieczna/ bezpieczny, a kiedy pojawi się zagrożenie, poszukam sposobu, aby sobie z tym poradzić.

Wierzę, że jest wiele takich sposobów, a zagrożeń coraz mniej. Bo takie tworzę dla nas życie. Warto także poobserwować związek pomiędzy doświadczanym lękiem, a sposobem w jaki zaspokajamy swoje pragnienia seksualne. Być może gdzieś w głębi Ciebie jest silne pragnienie nieskrępowanej ekspresji seksualnej, pragnienie aby płynęła swobodnie i mogła się wyrażać bez obaw przed krytyką, czy odrzuceniem społecznym.

 

Obawa przed mającym nadejść przykrym wydarzeniem jest naturalną reakcją, jednak straszenie się czymś czego nie ma i nie wiadomo czy będzie, jest informacją, że w naszej psyche toczy się wewnętrzny dialog, a może konflikt. Z prawdopodobnych scenariuszy wynika, że to może być stary konflikt pomiędzy pragnieniem realizacji ważnych potrzeb, a obawą przed tym jak na to zareaguje świat albo nasz wewnętrzny krytyk. Ten krytyczny głos bywa tak dotkliwy, że często decydujemy się nie robić ważnych dla nas rzeczy. Ale skoro są ważne, to są i będą pukać do naszej świadomości i wołać: jestem, zauważ mnie! Będą objawiać się, na przykład, jako lęk.

 

Dlatego zaproś do rozmowy swoje pragnienia i swojego krytyka. Usłysz potrzeby każdej ze stron i poszukaj strategii małych kroków, która pozwoli uszanować zarówno wartości krytyka jak i wartości wewnętrznych pragnień. Kiedy raz się uda, drugi będzie łatwiejszy, bo wzrośnie zaufanie. Czasem samodzielne  przeprowadzenie takiego procesu może być zbyt trudne, dlatego warto skorzystać z pomocy trenera, coacha albo telefonu do przyjaciela.

 

6. Empatia wobec poczucia winy

Poczucie winy to bardzo dyskomfortowe uczucie dla osób, które mają coś, co nazywamy sumieniem. Przez sumienie rozumiem zdolność do refleksji na temat wpływu naszych działań na inne osoby oraz odniesienia tego do obowiązujących w danej kulturze norm społecznych, a także indywidualnych norm moralnych.

Poczucie winy to stan emocjonalny powstający w sytuacji, kiedy uświadomimy sobie, że zrobiliśmy coś niedozwolonego. Nie zawsze jednak poczucie winy wiąże się z faktyczną winą, czyli negatywnym wpływem naszych działań na drugą osobę. Jeśli rzeczywiście zrobiliśmy coś takiego, to przed nami jest zrobienie wszystkiego co teraz zrobić możemy, aby krzywdy naprawić a więź odtworzyć. Jeśli to nie jest możliwe, potrzebujemy przeżyć żałobę.

 

Pamiętam z czasów studenckich film z kultową wówczas muzyką czyli Misję. Rober de Niro, w roli byłego łowcy niewolników oraz zabójcy brata, nie widzi sensu życia. Jednak decyduje się na pokutę, którą sam sobie narzuca – dźwiganie pod górę, przywieszonego do szyi ciężkiego wora ze zbroją. Ten fizyczny ciężar i ból, pozwala mu znieść ból psychiczny – poczucie winy. Z czasem Indianin odcina mu balast. I to jest moment, który bohater uznaje za przebaczenie i sam sobie wybacza.

Czasem poczucie winy i wstyd odbieramy jako rodzaj lęku przed własnym sumieniem. Nie potrzebujemy zewnętrznych konsekwencji – one są w nas. Troszczymy się nie o drugą osobę, choć być może wymawiamy jej imię. Toczymy dialog wewnętrzny z własnym sumieniem albo, co gorsza, krytykiem wewnętrznym. To jego głosu się boimy. Pytanie, jaką wartość kryją te stany? W moim odczuciu, za poczuciem winy, kryje się bardzo silna potrzeba przynależności, bycia częścią rodziny, grupy, społeczności. Bardzo zależy nam na możliwości realizacji swoich indywidualnych potrzeb i jednocześnie bardzo pragniemy ufać, że zaspokajanie indywidualnych potrzeb, nie zagrozi zaspokajaniu potrzeb związanych z przynależnością. Niestety w niektórych rodzinach czy całych kulturach to nie jest możliwe.

Albo jesteśmy całkowicie posłuszni normom – co oznacza jednocześnie tłumienie własnych indywidualnych potrzeb – albo spotyka nas rodzaj odrzucenia, bycia z boku lub, w najgorszym wypadku, poza grupą.

 

Na szczęście, nie zawsze tak jest.

 

Część z tego, o czym piszę wyżej najbardziej odnosi się do doświadczeń dzieciństwa, kiedy nasza percepcja świata jest inna niż w dorosłości. Mamy wówczas realnie mniej wyboru. Jeśli doświadczasz poczucia winy lub wstydu, to prawdopodobnie bardzo ważne jest dla Ciebie zaufanie, że nadal jesteś ważną częścią swojej społeczności, grupy przyjaciół czy rodziny. Potrzeby innych osób są dla Ciebie ważne, jednak czasem możesz być skoncentrowany tylko na sobie i nie zauważyć czegoś, co ma konsekwencje dla innych. Jak to zrobić, aby zadbać o potrzeby innych i jednocześnie o swoje? To jest pytanie do zastanowienia się, poczucia, poszukania sposobów reagowania na przyszłość, tak, aby objąć Twoje najważniejsze potrzeby, a jedną z tych potrzeb jest potrzeba przynależności. Jak być sobą, indywidualna osobą i jak być częścią grupy?

 

I na koniec historia, którą usłyszałam kiedyś na spotkaniu z Wojciechem Eichelbergerem:

Był sobie ojciec, który miał dwóch synów. Mieszkali
w domu nad rzeką. Ojciec ciężko pracował na utrzymanie
domu i dzieci. Pewnego razu zdarzył się dramat. Jeden z synów
utopił się. Ojciec załamał się, zarówno z powodu straty
jak i dręczącego poczucia winy, że nie dopilnował syna. Siedział
całymi dniami nad rzeką i rozpaczał. Minął rok, potem
drugi. Z ojcem było coraz gorzej. Zapomniał o całym świecie,
przestał pracować i zajmować się drugim synem.
To doprowadziło do drugiej tragedii. Pewnego dnia okazało
się, że rzeka porwała jego drugiego syna.

 

Jaki jest morał z tej historii?

Jeśli popełniłeś błąd – napraw go.
Jeśli nie da się naprawić, wyraź i przeżyj żal.

Żal to uczucie, poczucie winy – to krytyczne myśli i lęk przed nimi. Krytyczne myśli odbiorą Ci energię do naprawienia błędu, tak więc żałuj, ale nie krytykuj się. Odróżnij uczucie od myśli.

Wybacz sobie.

Żyj – bogatszy o to, jak teraz lepiej dbać o siebie i innych ludzi.

 

A teraz uzupełnij tę historię:

W pewnej wiosce, w górach żyła kobieta z dwójką dzieci.
Byli szczęśliwi, aż do czasu kiedy kobieta, powiedziała swojemu
pracodawcy, że nie będzie dłużej znosić jego agresywnego
traktowania. Powiedział, że ją zwalnia. ….
Odtąd kobieta, jej dzieci i sąsiedzi cieszyli się zdrowiem
i spokojnym, wesołym życiem.

 

7. Empatia wobec błędu i żałowanie

Czy ktoś z nas nie słyszał poruszającej pieśni Edit Piaf Nie żałuję? Czyż to nie cudowne podejście do życia, o którym, mniej więcej, wiemy jakie było? Zawsze kiedy robi mi się czegoś żal – mam na mysli taki żal na granicy poczucia winy – przypominam sobie tę scenę z filmu o Edit, w której siedzi nad morzem, a w tle słyszę nie, nie żałuję. Czego potrzebuję, aby w taki sposób popatrzeć na swoją przeszłość? Na sprawy czasem trudne, bolesne? Czego potrzebuję, aby wybaczyć sobie? Czego potrzebuję, aby przyjąć siebie jaką/jakim jestem?

 

Kiedyś usłyszałam zdanie, że „niewinność kończy się wraz z dzieciństwem”. Nie było mi to łatwo przyjąć, ale kiedy dopuściłam to do siebie, poczułam ulgę, wynikającą z przyjęcia do wiadomości faktu. Przyjęłam do wiadomości, że nawet jeśli podchodzę do osób i działań z największa możliwą w danym momencie uważnością, to i tak nie dam rady spowodować, że każda z osób w tej sytuacji będzie usatysfakcjonowana moja postawą. Nie mam wpływu na to, jak zinterpretuje moje wybory i zachowania, jak zareaguje na moje preferencje i stawiane granice. A co dopiero mówić o dziesiątkach sytuacji, kiedy działam w pośpiechu, automatycznie, w stresie, kiedy jestem skupiona na swoim bólu?

Dzisiaj wiem, że nawet jeśli nie chcę, ktoś może czuć ból w związku z tym, co ja wybieram.

Żałuję, jeśli tak jest. Chciałbym, aby takich sytuacji było jak najmniej, ale jednak się zdarzają. Kiedy patrzę za siebie, na ten czas, który minął, to niektóre wspomnienia, obrazy, wywołują we mnie smutek, żal, czasem ból. Czasem wolałabym, aby się nie zdarzyły, ale też czuję, że w każdej z tych sytuacji, dokonałam najlepszego wyboru na jaki mnie było stać. Może zachowałam się zbyt lękowo, może zbyt asekuracyjnie, może byłam zbyt leniwa, może… Jednak w tamtym czasie, mając do dyspozycji tamte doświadczenia i tamte uczucia, umiałam zrobić to, co zrobiłam. Żałuję, jeśli to, co zrobiłam kogoś bolało. Myślę, że tak było, choć wtedy chciałam chronić siebie i swój mały świat. Może po prostu byłam nieuważna.

Nie chcę uciekać od odpowiedzialności.

Chcę móc naprawić szkodę, chcę przeżyć żal, chcę mieć drugą szansę. Żałuje też, że robiłam rzeczy, które bolały mnie. Żałuję, że nie potrafiłam dać sobie troski i ciepła, że byłam napięta i pełna niepokoju. Dziękuję tym dziewczynom, którymi byłam pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat temu za to, że pomimo tego, wybierały zawsze lepsze z dwóch – wyglądających na beznadziejne – rozwiązań (…).

 

cdn

 

Tekst pochodzi z książki „Nie mów przepraszam, nie mów kocham” Lucyny Wieczorek.

separator

Możliwość komentowania jest wyłączona.