Ładowanie...
Publikacje
Rozwój osobisty

O słuchaniu i byciu słuchanym cz.2

14 listopada 2015

Autor: Lucyna Wieczorek, Anna Maruszeczko

Część 2:  Nie odbijaj piłeczki!


Anna Maruszeczko:
Nie jest łatwo dobrze słuchać…

Lucyna Wieczorek: I tak, i nie. Zależy od stanu umysłu. Łatwo jest słuchać, kiedy potrafimy się zatrzymywać tu i teraz. Bardzo trudno, kiedy nasza uwaga jest uwięziona w dialogu wewnętrznym.

Trudno jest też słuchać w sytuacji konfliktu, trudno jest z uwagą usłyszeć czyjeś zarzuty, krytykę. Powiedziałabym wręcz, że to wyższa umiejętność interpersonalna i zdolność osobista, żeby krytyki nie brać do siebie, czyli nie czuć się winnym, nie odpowiadać na nią krytyką, tylko usłyszeć dokładnie to, o czym chce nas poinformować ta osoba. A najczęściej, chce nas poinformować, o tym, że coś ją bardzo boli. Niestety, mówi o tym językiem takim, jaki zna. Ten język bywa dla nas przykry w odbiorze, dlatego automatycznie odpowiadamy na tę przykrość.

 

A.M.: Czy ja dobrze zrozumiałam? Jeśli posiądziemy tę – jak mówisz – wyższą umiejętność interpersonalną, to wtedy się okaże, że krytyka pod naszym adresem jest tylko, czy raczej aż, czyimś wołaniem o pomoc?

L.W.: Dokładnie tak. To jedna z bazowych zasad budowania porozumienia, o których mówi NVC czyli Porozumienie bez Przemocy, choć nigdy nie słyszałam tam określenia „wyższa umiejętność”. Dodałam je, opierając się o obserwacje wysiłków ludzi na szkoleniach i w codzienności. Mówiąc o „wyższej umiejętności” chcę podkreślić, że

zostawić dotknięte krytyką „ja” i wsłuchać się w potrzeby osoby krytykującej wiąże się z dużym wysiłkiem.

A.M.: To jest jak odkrycie Ameryki, jak dostęp do wiedzy tajemnej…

L.W.: Dla mnie takie dokładnie było. Wyobraźmy sobie dziecko, które mówi do mamy: po co ty mnie chciałaś urodzić, nie lubię cię, ty lubisz tylko swoją pracę! Co wówczas poczujemy? Jakie myśli się pojawią? Co powiemy?

A.M.: No cóż, to nie będzie miłe. Ale podobno każdy rodzic prędzej czy później coś takiego od dziecka usłyszy.

L.W.: A jak myślisz, czego potrzebuje dziecko, które mówi te słowa, o co prosi?

A.M.: Prosi o pomoc, o uwagę.

L.W.: Ono wręcz krzyczy: Mamo, czy ty mnie jeszcze kochasz?! Chcesz mnie? Zauważ mnie, pobądź ze mną!

 

A.M.: Naprawdę opłaca się słuchać, zamiast odbijać krytykę jak sprężyna..

L.W.: Żeby poczuć siłę i magię słuchania, zachęcam do zrobienia pewnego ćwiczenia w sytuacji napięcia, konfliktu czy krytyki. Oto ono: Słyszysz zarzut czy słowa, które cię dotykają, ranią. Zacznij świadomie oddychać. Daj sobie kilka sekund na to, aby zareagować świadomie, a nie automatycznie. Postaraj się usłyszeć, o co chodzi tej osobie z jej punktu widzenia. Pomocne będzie w takiej sytuacji powtarzanie swoimi słowami tego, co usłyszeliśmy. Jeśli będziesz powtarzać bez zniekształceń, twój rozmówca będzie mówił coś w stylu: „no właśnie, tak, dokładnie…” Początkowo poziom emocji może wzrosnąć, ale w miarę słuchania, zacznie opadać. Twój partner poczuje ulgę, że został usłyszany. I to będzie moment, w którym możesz zacząć zadawać pytania o rozwiązania na przyszłość. Dopiero teraz jest moment, żeby zadać też pytanie: „Czy chciałbyś usłyszeć, jak ta sytuacja wyglądała z mojej strony?”.

A.M.: A jak mówić, żeby być słyszanym?

L.W.: Po pierwsze, wybierzmy osobę, która ma czas, chęć, a także umiejętność słuchania. Możemy o to poprosić wprost: potrzebuję porozmawiać o ważnej dla mnie sprawie, czy możesz mi poświęcić 20 minut?

Po drugie, zadajmy sobie pytanie, czego potrzebujemy od naszego słuchacza? Kiedy wiemy, czego potrzebujemy, możemy jasno o to poprosić. To ułatwi sprawę i nam, i jemu.

Podstawowe rozróżnienie jest takie: chcę empatii, kontaktu, pobycia z kimś, chcę się podzielić tym, co czuję, a więc chcę czasu i uwagi przyjaznej duszy. Tego potrzebuję, to mi pomaga; mogę też chcieć porady lub pomocy przez określone działanie, czyli chcę się wygadać, wyżalić, a potem poprosić o pomoc, o zrobienie czegoś dla mnie.

Będąc w roli słuchacza, zdecydowanie nie doceniamy wagi tej pierwszej potrzeby. Staramy się jak najszybciej przejść do konkretów, czyli do działania i zmiany.

 

A.M.: Ponieważ to pierwsze wydaje nam się bezproduktywne: dość gadania, po co roztrząsać problem, trzeba znaleźć radę, lepiej przejść do działania. Zwłaszcza mężczyźni albo rodzice wykazują się taką gotowością do natychmiastowego szukania rad i wprowadzania zmian.

L.W.: Tak, ja też się na tym łapię. Z jakiegoś powodu trudno nam być z emocjami innych osób, czy być z osobami, które przeżywają emocje, chcemy, żeby już „skończyły z tym”, żeby było normalnie.

Paradoksalnie „skończą to przeżywanie” szybciej, jeśli pozwolimy im dane uczucie wyrazić, przeżyć i przyjąć jako swoje. To jest mój smutek, żal. Jestem smutna, bo chcę… może więcej kontaktu z bliskimi, może więcej samoakceptacji, zaufania? Na tym mi zależy, to jest dla mnie teraz ważne. Teraz, od tego momentu, kiedy uświadamiam sobie, co jest dla mnie ważne, o czym mówi mój smutek, zaczyna się miejsce na szukanie rozwiązań. To jest dopiero przestrzeń dla dobrych rad.

A.M.: Jak słuchać osoby, która tkwi w bólu, ponieważ przeżywa coś bardzo trudnego, nie wiem – dowiedziała się właśnie o chorobie męża, mamy? Ciągle coś takiego przytrafia się naszym znajomym, przyjaciołom, sąsiadom.

L.W.: Najlepszą odpowiedzią na podobne pytanie, jaką słyszałam, jest wskazówka Kena Wilbera, który przez pięć lat wspierał żonę chorą na raka piersi. Wilber mówi: „Bądź emocjonalną gąbką”.

Uzasadnienie jest proste: cokolwiek powiesz czy doradzisz i tak nie pomoże, nie będzie adekwatne do prawdziwego bólu, lęku, stałej niepewności, jakie towarzyszą osobom poważnie chorym i ich rodzinom.

Pozwólmy im więc „wylać” swoje emocje, bądźmy jak gąbka. Ale nie zatrzymujmy w sobie tych emocji, pozwólmy im przepłynąć. I pamiętajmy, że aktywnie słuchać można tylko przez określony czas, potem sami będziemy potrzebowali czyjejś uwagi, by opowiedzieć o swoich emocjach. Dobrze znaleźć wtedy osobę, która ma czas i przestrzeń dla nas.

 

A.M.: Jak słuchać kogoś, kto nie mówi – być może dlatego, że nie potrafi – a wyraźnie chce coś powiedzieć, chce być wysłuchanym…?

Pomagać się wypowiedzieć, ciągnąć za język, zachęcać, odblokowywać?

L.W.: Pytanie, czy to jest dziecko? Wówczas, po stronie dorosłego jest więcej odpowiedzialności, także za nauczenie dziecka dzielenia się tym, co czuje. Jeśli mówimy o osobie dorosłej, to czasem pomaga szczerość, podzielnie się tym, co czujemy w relacji z tą osobą, albo tym, że kiedyś byliśmy w podobnej sytuacji, i zapewnienie o gotowości do wysłuchania, jeśli tylko ta osoba zechce.

A.M.: Jak mówić, żeby być słyszanym w sytuacji, gdy chcemy zakomunikować komuś coś nieprzyjemnego, coś, co nam się nie podoba w jego zachowaniu etc.?

L.W.: Podstawowa sprawa: pamiętajmy o tym, żeby mówić o jednym fakcie, najlepiej z ostatniego czasu. Powiedzmy, dlaczego to było dla nas ważne, co nas w tym boli, czy utrudnia życie i o co prosimy na przyszłość. Każda ocena lub interpretacja tego faktu będzie budowała mur i oddalała od otrzymania tego, czego potrzebujemy.

A.M.: Powstrzymanie się od ocen i interpretacji to także jest „wyższa – jeśli nie najwyższa – umiejętność interpersonalna i zdolność osobista”. Wątpię, czy każdy może ją posiąść.

L.W.: Coś podobnego pisze o tym hinduski filozof Krishnamurti. Zobaczenie rzeczy takimi, jakie są, to cel osób na ścieżce duchowego rozwoju. A w praktycznym, codziennym wymiarze opisywanie tego, co nam się zdarza językiem obserwacji będzie prowadziło do transformacji w nas i w naszych relacjach. Każdy może się tego nauczyć, choć w różnym tempie, zależnym od posiadanych nawyków i motywacji do praktyki.

 

A.M.: Są tacy ludzie, którzy mówią w kółko to samo. Nie da się ich słuchać…

L.W.: Wtedy warto dokładnie to powiedzieć: „Słyszę, że czwarty raz mówisz o tej sprawie, w czym mogę ci pomóc?” albo: „Trudno mi tego słuchać czwarty raz”. Oczywiście tego typu zwroty nie wchodzą w grę w sytuacji opisanej wyżej, kiedy mówiący jest przewlekle chory, opiekuje się kimś przewlekle chorym lub jest w żałobie. Wówczas mówienie w kółko tego samego jest jak najbardziej naturalne i adekwatne do emocjonalnej sytuacji tej osoby.

A.M.: Czyli są granice słuchania?

L.W.: Są granice słuchania. Z jednej strony wyznacza je nasza zdolność do koncentracji uwagi poza „ja”, z drugiej nasza zdolność do „bycia emocjonalną gąbką”. Każdy człowiek ma inną, zmienną w czasie, zdolność do towarzyszenia bliskim w przeżywaniu silnych emocji.

W dwóch sytuacjach warto szczególnie dbać o granice. Pierwsza to taka, kiedy nasze słuchanie niewiele wnosi. Osoba, która mówi wkoło to samo, żyje w świecie wewnętrznego dialogu. W pewnym sensie jesteśmy przez nią używani do tego, aby potwierdziła już posiadany obraz siebie i świata.

Druga sytuacja ma miejsce, kiedy słuchamy osób w ciężkiej sytuacji życiowej. Takie osoby żyją w stałej niepewności, czasem nie widać końca ich bólu, czasem nie ma nadziei na zmianę. Wówczas granice stawiamy sobie sami – ile możemy dać tej osobie czasu i uwagi oraz jak możemy zadbać o siebie, aby nie ulec wypaleniu i w efekcie nie odciąć się od tej osoby. Im bliższa osoba, tym więcej chcemy jej dać, tym mniej granic stawiamy. Powtórzę, bardzo wskazane są wówczas grupy wsparcia i psychoterapia jako pomoc w radzeniu sobie z bieżącymi silnymi emocjami.

 

A.M.: Twoja definicja aktywnego słuchania?

L.W.: Aktywne słuchanie to takie, kiedy chcemy usłyszeć drugą osobę, jesteśmy ciekawi jej świata. Chcemy zobaczyć, jak dana sytuacja wygląda z jej perspektywy, z akcentem na „chcemy” i „na drugą osobę”. Jeśli nie mamy pewności, że dobrze ją rozumiemy, wystarczy zapytać. Bierzemy odpowiedzialność za to, że dobrze rozumiemy sens wypowiadanych słów.

A.M.: Ostatnio miałam kilka takich sytuacji: Szersze grono, ktoś coś opowiada, a ktoś inny cały czas przerywa, cały czas wchodzi w zdanie: „Bo ja, to…”, „Też to widziałam i uważam, że…”, „Ja to muszę….. „Ja, ja, ja…”. To jest bardzo irytujące. Jak postępować z takimi osobami?

L.W.: Dawałabym im informację zwrotną typu: “Słyszę, że bardzo chcesz wyrazić swoje zdanie…”, “Chciałabym dokończyć bez przerywania…”, “Wchodzisz mi w zdanie trzeci raz…”. Można też dobitniej, jeśli to nie działa: “Wkurzam się, kiedy mi przerywasz. Czy interesuje cię także moje zdanie?”.

A.M.: Ciekawe, co odpowiedzą 🙂

 

Część 1: Tego nie zastąpisz gadżetami

Tekst ukazał się po raz pierwszy w magazynie Endorfina Dojrzewalni.pl.
separator

2 odpowiedzi na “O słuchaniu i byciu słuchanym cz.2”

  1. Anna Binzer pisze:

    Teoretycznie to znam… Rozumiem. czytałam kilkakrotnie książkę Marschala Rosenberga pt „Porozumienie bez przemocy”. To jednak za mało. Otoczona w większości przestraszonymi i/lub napastliwymi ludźmi wchodzę z emocji w stare schematy, automatyzmy. Atakowana, nie chcąc zaogniać konfliktu , nie chce być agresywna (walcząca i atakująca), pasywnie się wycofuję. Czasem oddam co dostałam, bo zauważyłam, że gdy ktoś mi bezkarnie przyłoży somatyzuje. Stłumiona złość niszczy mi tzw bebechy. Może jest jakiś kurs gdzie można by poćwiczyć, tak, by weszło i stało się moje (PBP) ? Jednak na płatne zajęcia nie stać mnie i tu chce mi się płakać

  2. Paweł pisze:

    Pani Aniu, słyszę że jest Pani w trudnej sytuacji i myślę, że to musi być bardzo trudne mieć świadomość potrzeby zmiany, a nie widzieć jeszcze jej efektów. Jednocześnie mam w sobie nadzieję, że pomimo tego szuka Pani rozwiązań. Chciałbym móc coś podpowiedzieć – być może rozwiązaniem będzie dla Pani włączenie się do dyskusji na profilu Porozumienie bez przemocy – NVC PL (https://www.facebook.com/groups/614613821945993). Jeśli jest Pani z Warszawy, to czasem są organizowane bezpłatne warsztaty NVC, na przykład w Wyspie Zmian (https://www.facebook.com/arniczka). Pozdrawiam serdecznie, Paweł