Ładowanie...
Publikacje
Rozwój osobisty

Przygoda z rozwojem osobistym

12 października 2015

Autor: Paweł Augustyn

 

Pisząc ten tekst chciałem podzielić się swoimi doświadczeniami, które wyniosłem jako Słuchacz Integralnego Studium Rozwoju Osobistego. To refleksja, która ma przybliżyć na czym polega rozwój osobisty w tym programie i być może zainspiruje Cię do poszukania Twojej ścieżki rozwoju lub do pogłębienia wiedzy na temat opisanych metod.

 

Początek

Do Integralnego Studium Rozwoju Osobistego trafiłem przypadkiem. Właściwie, to zapisałem się na ten program nie wiedząc na co się piszę. Pracowałem wówczas jako menadżer zespołu sprzedażowego w dużej firmie i chciałem poprawić swoje umiejętności pracy z ludźmi – komunikowania się i nawiązywania relacji. Byłem mocno skupiony na zadaniach i celach ale czułem, że mogę popracować nad umiejętnościami miękkimi i chciałem coś z tym zrobić. W trakcie zajęć dowiedziałem się o sobie o wiele więcej, niż zakładałem i co sięgnęło o wiele dalej niż sfera zawodowa.

Pierwszym etapem, przed dołączeniem do grupy jest rozmowa wstępna – pamiętam, że trenerka pytała mnie o motywację do rozwoju, dlaczego wybrałem właśnie to Studium. Zadaniem trenera na rozmowie wstępnej jest potwierdzić, czy ten program jest odpowiedni dla kandydata, czy być może zarekomendować inny rodzaj pracy. Dziś już wiem, że wynika to z głębokości refleksji, którą osiągaliśmy na zajęciach, a sama rozmowa ma potwierdzić, że ten program będzie odpowiadał oczekiwaniom Słuchacza.

 

Trening interpersonalny

To pierwszy zjazd w czasie Studium, trwa cztery dni. Wcześniej nie brałem udziału w treningach, nie wiedziałem czego się spodziewać. Dla niecierpliwych- puenta: to bardzo poruszająca metoda pracy grupowej, która dostarcza mnóstwo informacji zwrotnych. Taką formę pracy mogę polecić każdemu, kto chce dowiedzieć się więcej o sobie; zobaczyć w lustrze innych osób swoje nawyki, przekonania, czy sposób komunikacji.

Zajęcia zaczynają się bardzo niepozornie.. Było nas 12 osób plus prowadząca, siedzieliśmy w kole na fotelach patrząc na siebie, w większości nie znając się wcześniej. Trenerka zapytała nas „sprawdźcie, z czym jesteście w tej chwili” i zapadła cisza. Najczęstszym pomysłem, który zgłaszaliśmy na początku zjazdu, była chęć zrobienia jakiegoś ćwiczenia- nadania zajęciom struktury, celu. Czwartego dnia, na pytanie „z czym jesteśmy” odpowiadaliśmy chyba z 4 godziny, tyle zajęła nam rundka wstępna, opisanie tego jak się czujemy w tym momencie pracy. To się nazywa postęp!

Co się działo po drodze? Z perspektywy uczestnika mogę napisać, że poznawaliśmy się, budowaliśmy zaufanie, sprawdzaliśmy gdzie są granice bezpiecznego otwierania się i uczyliśmy się mówić. Słuchaliśmy też innych osób, odnajdując w ich opowieściach fragmenty siebie, pośrednio albo wprost. Jako trener wiem, że budowaliśmy wówczas grupę, więzi które wzmacniały naszą pracę na kolejnych zjazdach, uczyliśmy się dawać i otrzymywać informacje zwrotne.

W treningu interpersonalnym jest jakaś magia- coś, czego nie da się opisać słowami, bo te mogą zabrzmieć banalnie. To doświadczenie, które warto przeżyć, które porusza i „pracuje” jeszcze długo po takim spotkaniu. Być może niektórym może kojarzyć się z pracą terapeutyczną, jednak tak nie jest- ta praca ma cel rozwojowy. Zdarzają się też momenty emocji, które mogą nie być łatwe, jednak każda sytuacja znajduje swoje „domknięcie”- treningi prowadzą doświadczeni trenerzy (rekomendacja II stopnia PTP), którzy dbają o to, aby uczestnicy czuli się na zajęciach bezpiecznie.

 

Żyrafy i szakale

Drugi zjazd poświęcony był komunikacji opartej na empatii, która bazuje na NVC (non violent comunication), a co po polsku nazywa się PBP – Porozumieniem Bez Przemocy. Jak się okazało, dla wielu osób ten moduł był najważniejszy, a empatia, która charakteryzuje wszystkie zajęcia w Szkole Trenerów, kluczowym powodem wybrania tego Studium. Wspominałem już, że trafiłem na ten program przypadkiem? : )

NVC zostało stworzone przez Marshalla Rosenberga i jest metodą porozumiewania się, która umożliwia nawiązanie bliższych i lepszych relacji. To sposób który jest nieoceniający, dający zrozumienie i otwartość na drugą osobę i na siebie. Dobrze obrazują to cztery kroki empatii, które w skrócie można opisać tak: co myślę – co czuję – co jest teraz dla mnie ważne (czego potrzebuję)- co w związku z tym chcę zrobić (działanie lub prośba). Tą ścieżkę można odnieść zarówno do siebie jak i do swojego rozmówcy – bliskiej osoby, której chcemy podarować empatyczny kontakt. Podążanie nią oznacza właśnie empatyczną komunikację. To był dla mnie pierwszy kontakt z tą metodą, która okazała się prosta do zapamiętania, a trudna do stosowania : )

W czasie tego weekendu przekonałem się jak wiele wniósł trening interpersonalny z poprzedniego zjazdu. Pomiędzy spotkaniami minęły dwa miesiące ale pozostała otwartość, chęć dzielenia się i kontaktu, która znalazła pogłębienie w czasie tego spotkania. Zupełną nowością było wówczas dla mnie uczenie się przez doświadczanie: poprzez refleksje, opinie i historie moje oraz pozostałych osób, które pojawiały przy okazji ćwiczeń. Jak się później dowiedziałem, to właśnie istota  „integralności” w uczeniu się, czyli dawanie czasu i przestrzeni na to, aby wiedza połączyła się z naszymi doświadczeniami, a ostatecznie trwale nas rozwinęła.

Aha – żyrafy i szakale to symbole, które NVC przyjęło na określenie dwóch sposobów komunikacji: empatycznego i oceniającego. Można nawet „szakalić sobie” na co dzień, ale nie polecam tego nikomu : )
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o NVC, to możesz obejrzeć na Youtube nagranie, w którym jego twórca – Marshall Rosenberg, prezentuje je w praktyce.

 

Oswajanie cienia

Przyznaję, że ten zjazd pamiętam najsłabiej. Być może jest tak, że mój cień tak wyraźnie ukrył się, że schował przede mną narzędzia i sposoby, które były omawiane na tym spotkaniu, abym nie mógł go namierzyć.

To spotkanie poświęcone jest temu, co pod powierzchnią, co nieuchwytne. Namierzenie lustrzanego odbicia rzeczywistości, w którym widać to, do czego na co dzień nie chcemy się przyznać, albo nie mamy świadomości. Ćwiczeniem, które najbardziej mnie poruszyło była.. analiza ulubionej bajki z dzieciństwa. W moim przypadku była to książka „Czarnoksiężnik z Archipelagu” Ursuli K. Le Guin. Kto czytał, ten uśmiecha się teraz na dosłowność tego skojarzenia z tematem zajęć, z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy. Dość rzec, że w naszych ulubionych bajkach można dokopać się różnych historii, a samo odkrywanie cienia – ukrytych, nienazwanych obszarów naszej osobowości, dostarcza cennych informacji.

Poza wiedzą i ćwiczeniami, które wprowadzały nas w nowe zagadnienie, nieustannie i coraz głębiej pracowaliśmy w grupie. Również ten zjazd, poza wiedzą, zbliżał mnie w kontakcie – do siebie i do innych osób w grupie. To duża siła tego programu, coś z czym nie można się zetknąć na „standardowych” zajęciach, czy uczelni, a co jest wspierane pracą na procesie grupowym w czasie Studium.

 

Gry i transakcje              

Czyli Wprowadzenie do Analizy Transakcyjnej (AT), mój ulubiony fragment merytoryki z całego programu! Stworzona przez Erica Berne koncepcja okazała się bardzo trafna, łatwa do zapamiętania i doskonale opisująca rzeczywistość. Ta wiedza, to jeden z elementów, które zostaną ze mną na długo (jeśli nie na zawsze).

W największym skrócie chodzi o to, że ludzie grają między sobą w gry, najczęściej nieświadomie i w sposób powtarzalny. Gry symbolizują w tym podejściu sytuacje, które powtarzają się w naszym życiu w różnych kontekstach – osobistym, zawodowym, czy życiowym. Analiza transakcyjna próbuje także definiować role, w które wchodzimy mimowolnie (trójkąt dramatyczny!) oraz stany, które reprezentujemy na co dzień (rodzic – dorosły – dziecko). Którego by z tych trzech modeli nie użyć okazuje się, że część naszych zachowań, większa lub mniejsza, jest niejako „zaprogramowana” przez sytuacje i doświadczenia, które nas ukształtowały. A im częściej pewne sytuacje powtarzają nam się w życiu, tym bardziej prawdopodobne, że odgrywamy jakąś rolę albo gramy w grę.

Analiza Transakcyjna jest przydatne na wielu płaszczyznach – prywatnej, w kontaktach osobistych, czy na gruncie zawodowym. Lepsze rozumienie siebie i innych ludzi jest bezcenne, a ten model, jak rzadko który, znajduję jako bardzo prosty i zaskakująco trafny.  Odkrywanie tych zależności zajęło nam trzy dni, po których wyszedłem bogatszy o nową wiedzę, doświadczenia i refleksje.

 

Gestalt, czyli o byciu w kontakcie

Zajęcia, do których byłem najmniej gotowy i które chętnie bym powtórzył. Wikipedia podaje, że Gestalt to jednocześnie forma psychoterapii, kierunek w psychologii oraz swoista filozofia życia. W mojej ocenie, to na tym ostatnim aspekcie skupiały się nasze trzy dni pracy.

Gestalt w ujęciu rozwoju osobistego był tutaj pretekstem do złapania lepszego kontaktu ze sobą – z chwilą obecną, myślami oraz z ciałem. To była świetna metoda pracy dla osób, które w naturalny sposób są blisko siebie i mogły w ten sposób pogłębić swoją pracę. Dla tych, którzy nie mieli takich doświadczeń, był to przykład jak poszukać takiego kontaktu, uświadomić sobie pewne rzeczy. Ten zjazd był najmniej „określony”, nie było tutaj teorii, opisów, pracy intelektualnej tylko doświadczanie.

Być może taka otwarta struktura sprawiła, że w trakcie tych zajęć czułem stosunkowo mało tych momentów poruszenia, czy inspiracji, w porównaniu z innymi zjazdami. Myślę, że dla osób początkujących w zakresie pracy z ciałem lepszą metodą na kontakt mogą być zajęcia mindfulness, a konkretnie 8 tygodniowy kurs MBSR, który proponuje konkretne ćwiczenia, pracujące na rzecz świadomości ciała i emocji. A jeśli macie już taką bazę, lub macie kontakt ze sobą i chcecie go pogłębić poprzez pracę z ciałem, to zajęcia opierające się na Gestalt będą samą przyjemnością.

 

Ostatnie zajęcia

Tutaj była pewna dowolność jeśli chodzi o wybór treści zjazdu, my pracowaliśmy nad przekonaniami oraz modelem spektrum świadomości i 4 ćwiartek Kena Wilbera.

Ta część była podsumowaniem – dosłownie i w przenośni, niespełna roku pracy. Mogliśmy zastanowić się nad tym, jakie zasoby mamy uświadomione i decydujemy się je komunikować, a co pozostawiamy dla siebie. Mając zaufanie zbudowane podczas pracy w grupie, dowiadywaliśmy się od innych o tym, co mamy nieuświadomione i jak takie obszary mogą stanowić o naszym niewykorzystanym potencjale.

Na tych zajęciach mieliśmy także zbliżyć się do decyzji: co dalej? Czy będziemy kontynuować naukę w Szkole Trenerów na drugim roku, który ma być zaawansowaną praktyką empatii oraz kursem doskonalenia umiejętności trenerskich.  Spora część grupy zdecydowała się na dalszą pracę i teraz korzystamy z wzmacniającej atmosfery i doświadczeń Integralnego Studium Rozwoju Osobistego pracując nad dalszym rozwojem i przygotowaniem do pracy trenera.

 

Zamiast podsumowania

Gdzieś, kiedyś przeczytałem lub usłyszałem, że z rozwojem osobistym jest tak, że jak się go rozpocznie, to trudno jest skończyć. Jest w tym sporo racji, pewnie uśmiechasz się teraz, jeśli masz podobną refleksję.

To, czym chciałem się podzielić, to przeżycie wartościowego rozwoju osobistego, jakiej doświadczyłem w czasie zajęć Integralnego Studium Rozwoju Osobistego. To ludzie, których tam poznałem i z którymi mam bliski kontakt oraz trenerzy, którzy nie tylko prowadzili nas bezpiecznie po tej ścieżce ale robili to w sposób, który pokazał nam, co to znaczy empatyczny i prawdziwy kontakt.

To wszystko (i kilka innych rzeczy) spowodowało, że dołączyłem do zespołu Szkoły Trenerów i pracuję na rzecz propagowania takiego właśnie rozwoju. Jeśli chcesz o tym ze mną porozmawiać, albo pojawiły Ci się pytania w trakcie tego tekstu, zapraszam Cię do kontaktu: pawel@empatyczna.pl

separator

Możliwość komentowania jest wyłączona.